Rok 2011 dobiegł końca, więc czas na małe podsumowanie. Wciąż nie możemy uwierzyć we wszystko co się w nim wydarzyło. Było mnóstwo niesamowitych chwil, choć bywały też chwile grozy ;). Na początku roku, założyliśmy sobie cel – ten rok będzie rokiem The Sixpounder (!!!) i a może skrupulatnie staraliśmy się go realizować. Oczywiście jak głosi legenda – jesteśmy najbardziej pechowym zespołem na świecie, więc co chwilę pojawiały się problemy. Uszkodzone busy, odwołane koncerty, problemy z produkcją płyty, pomyłki w tłoczni… Wszystko wskazywało na to, że będzie naprawdę źle. :) Jednak dzięki temu, że staramy się myśleć zawsze pozytywnie, nie dopadło nas szaleństwo (no może tylko trochę) :).
Dobrych momentów było zdecydowanie więcej. Zaczęły nas one utwierdzać w przekonaniu, że to co robimy ma sens i daje przyjemność ludziom. A właśnie o to nam chodzi. Wydaliśmy własnym sumptem debiutancki album „Going To Hell? Permission Granted!”, który jest efektem naprawdę długotrwałej pracy :). Dziękujemy Jackowi Miłaszewskiemu za poświęcony czas i energię :). Zagraliśmy koncerty u boku największych na polskiej scenie metalowej m.in. Kat, Behemoth i niesamowitą trasę z zespołem Acid Drinkers, która była dla nas realizacją marzeń sprzed lat. Zagrać ze swoimi idolami na jednej scenie – bezcenne.
Pojawienie się zespołu w programie Must Be The Music i Frantic Phil‘a w The Voice Of Poland, wzbudziło sporo kontrowersji. Polak spyta: „dlaczego?“, natomiast Amerykanin: „dlaczego nie!?“. Pojawiły się słowa ostrej krytyki, że takiego typu zachowanie nie przystoi muzykowi metalowemu. Mamy „otwarte głowy”, niczym nieograniczone. Nasz cel był prosty – pokazać szerszej publiczności czym jest ciężkie granie. Przełamać stereotypy, zaściankowe myślenie, że muzycy metalowi to „wyłącznie goście w długich, brudnych włosach, którzy chwile wcześniej spali zarzygani pod płotem, a jedynym właściwym miejscem na zagranie koncertu jest zapyziała knajpka, w której grają za piwo. Z jednej strony wielbiciele metalu oburzają się, że muzyka metalowa jest tłamszona ze wszystkich stron i nigdzie go nie widać, a z drugiej jeśli zobaczą kogoś w telewizji nazywają go komercyjnym. Według nas to absurd i nieuzasadnione kompleksy. W krajach skandynawskich zespoły metalowe widnieją na czołówkach gazet, grają na rynkach miast. Ludzie nie słuchający metalu wiedzą, że coś takiego w ogóle istnieje. A w Polsce? Metalowcy to kosmici. Ludzie, którzy mają siedzieć w mroku. My nie mamy takiego podejścia. Chcemy uświadomić ludzi, że w naszym kraju oprócz gatunków takich jak: pop, discopolo, techno, hip hop jest jeszcze ciężki rock i metal. Nie wstydzimy się tego kim jesteśmy i co gramy. Zdawaliśmy sobie sprawę z faktu, iż występy w popularnych programach telewizyjnych mogą wywołać ostrą krytykę i falę pomyj jakie wyleją na nas fani muzyki metalowej. Kochamy muzykę, rock and roll, głośne koncerty, piękne kobiety i dobrą zabawę. To jest niezmienne i nikt nam tego nie odbierze. Nie jesteśmy oszołomami, którzy wierzyli, że uda im się taki program wygrać. Ba, przejść kolejny etap. Nie mówię tego z przekory, czy dla kokieterii. Chcemy po prostu uświadamiać ludzi, że ciężka muza ma się dobrze!
Najnowszym „wypustem“ The Sixpounder jest teledysk do „a heart Beat“. Zdecydowaliśmy się zekranizować ten utwór, aby szerzej zaprezentować kolejną, ale bardzo istotną stronę zarówno nas samych, jak i naszej muzyki. Nie ograniczamy się tylko do metalowego łomotu. Kochamy muzykę „od A do Z“. Jeśli się komuś to nie podoba, ma całą gamę zespołów na poszczególne litery. ☺
W tym roku spotkaliśmy na naszej drodze mnóstwo nowych osób, które wpisały się do naszej The Sixpounder’owej „rodziny”. Na wyróżnienie zasługują tu Ciachor z firmy transportowej Tamalook, na którego niezmiennie można liczyć w najtrudniejszej sytuacji oraz Tomasz Lulkiewicz twardo stojący za gałami mixera, który stara się dla was wyciągnąć maksimum z nagłośnienia koncertowego, aby jakość naszej muzyki była dla Was jak najlepsza. Pojawiła, się też cała masa innych znaczących dla nas ludzi. Jest to dla nas ogromnie ważne i liczmy, że z każdym dniem będziemy docierać do szerszego grona odbiorców naszych dźwięków.
Chcielibyśmy ogromnie podziękować wszystkim tym, którzy nas wspierali, i dzięki którym ta maszyna nabrała rozpędu. Pozdrawiamy serdecznie wszystkie życzliwe i nieżyczliwe nam osoby. Te, które trzymają za nas kciuki i te, które chętnie widziałyby nasze potknięcia. Na każdy sukces poświęcamy masę energii i serca. Kochamy to co robimy i nie zamierzamy przestać.
Życzymy sobie w nowym roku aby nasza „Lokomotywa” jeszcze bardziej przyspieszyła, dostała turbo doładowania.
Wam życzymy realizacji wyznaczonych celów, uśmiechu i pozytywnego myślenia. Nie zamykajcie się w żadnych ramach. Miejcie w dupie stereotypy. Bądźcie otwarci na nowe tematy. Bądźcie silni i wytrwali. Świat należy do Was!
Nowy rok rozpoczęliśmy solidnym info o trasie koncertowej z zespołem VADER, która rozpocznie się w marcu. Odwiedzimy sporo miast i mamy nadzieję spotkać Was na tych gigach. Damy z siebie wszystko. Mamy rozpisaną całą listę zadań do wykonania, które będziemy sukcesywnie realizować a o wynikach będziemy informować Was na bieżąco. Bądźcie czujni bo The Sixpounder nie śpi!
Wszystkiego dobrego!
Pozdrawiamy
The Sixpounder
STAY HEAVY \m/
The Moment Of Triumph – HIGHLIGHTS 2011













Nie chcę tu piętnować Polaków ale niestety taka jest prawda ,moje zdanie również jeszcze bardziej się umacnia gdy czytam komentarze na temat Waszej trasy z Vader’em ,większość twierdzi właściwie bez uzasadnienia (bo co to za powód ,że wystąpiliście w TV ?)nie powinniście znaleźć się w składzie tej trasy (spoko ,Eris is my homegirl mają jeszcze gorzej ;)) Cieszmy się ,że metal wychodzi na ulice a nie przyklejony jest do spelun i że ludzie nie patrzą na nas jak na satanistów,a tak w ogóle dzięki za rok 2011 ! Do zobaczenia w marcu w Toruńskiej OD nowie .
Wrauu
Przybywajcie częściej na Śląsk ! Bielsko-Biała i te rejony ! GENIUSZE \m/